Blizej nieba czyli zimowy weekend na wyspie Skye

Juz sama nazwa tej wyspy po angielsku, Isle of Skye, brzmi dokladnie tak samo jak slowo 'niebo' a  jej gelicki odpowiednik, Eilean a' Cheò, oznacza 'wyspe mgiel'. I taka zazwyczaj jest Skye - pograzona w grubej warstwie chmur, otulona wilgotna mgielka i tajemnica... O kazdej porze roku. Tak przynajmniej sadzilismy do niedawna :) Jednak nasz dlugi lutowy weekend, ktory spedzilismy na polnocnym krancu Skye udowodnil, ze w na Wyspie Mgiel mozna zobaczyc najbardziej niebieskie i bezchmurne niebo w calej Szkocji.
I to nic, ze poza sezonem wyspa usypia. Ze trzeba sie niezle natrudzic, zeby znalezc otwarty sklep, nie wsponinajac o kawiarni, a wiekszosc atrakcji turystycznych jest zamknieta. Ktos by pewnie powiedzial, ze nudno i nie ma co robic ;) Ale plaze, szlaki i gorskie sciezki sa zawsze czynne a do tego nieomalze puste. Nieziemskie widoki i cale oblednie niebieskie niebo tylko dla nas, w ilosciach nieograniczonych!! :)
Wyspa Skye to najbardziej na polnoc wysunieta wyspa archipelagu Hebrydow Wewnetrznych i druga co do wielkosci wyspa Szkocji. Slynaca z surowych, pieknych krajobrazow i ukochana przez szkockich poetow. I wcale im sie nie dziwie :) Bo Skye to taka miniaturka samej Szkocji. Jest tu wszystko, czym Szkocja moze sie poszczycic, skondensowane na wzglednie malej przestrzeni: urokliwe miasteczka i wioski rybackie, krete drogi wijace sie przez piekne pustkowia, zapierajace dech w piersiach gory (Cuilins oraz grzbiet gorski Trotternish), malownicze klify i jeziora polodowcowe, zamki (Dunvegan, Duntulm i Clan Donald), rozlegle plaze... To miejsce, gdzie mozna sie poczuc jak na krancu swiata - stojac na daleko wysunietym w ocean klifie albo wedrujac opustoszala kamienista plaza. Tutaj wciaz jeszcze prawdopodobienstwo spotkania samochodu na waskiej wyspiarskiej drozce jest mniejsze niz zetkniecie sie oko w oko (i zderzak w pysk! ;) ze stadem owiec. Ktore oczywiscie zawsze maja tu pierwszenstwo ;)
I moglabym tak pisac i pisac, zachwalajac wyspe Skye jeszcze bardzo dlugo, bo mam do tego kawaleczka Szkocji ogromna slabosc...
Poranne godziny szczytu na Skye...


Kilt Rock - jedyna taka skala na swiecie: w ksztalcie szkockiej spodnicy ;)




Tak wlasciwie to pojechalismy teraz na Skye przez Rysia. W czasie naszej pazdziernikowej podrozy po Kerali, w wyjatkowo upalny i parny dzien Rysiek blagalnym glosem stwierdzil: 'Prosze, pojedzmy nastepnym razem w jakies zimne miejsce! A najlepiej na jakas szkocka wyspe.' No i padlo na Skye :)
Od naszej poprzedniej wizyty na wyspie minelo juz kilka lat: w pazdzierniku 2011 spedzilismy kilka deszczowych dni na poludniowo-zachodnim wybrzezu i dobrze poznalismy tamta czesc wyspy. Wtedy nazwalam Skye Cynamonowa Wyspa bo dominujacym kolorem byly rudosci we wszystkich mozliwych odcieniach. Tym razem zatrzymalismy sie na przeciwleglym krancu, na polwyspie Trotternish na polnocnym wschodzie, w malenkiej osadzie o wdziecznej nazwie Shulista. Mieszkalismy doslownie na koncu swiata, a wlasciwie wyspy - prawie na samiutkim koniuszku polwyspu. Do najblizszego malenkiego sklepiku bylo 10 kilometrow, do wiekszego, ktory byl otwarty wieczorem lub w niedziele - prawie 50 kilometrow. Za to kury i owieczki mielismy tuz pod oknami :) I tylko ostatniego wieczoru w Shulista pomyslelismy przez chwile, ze fajnie byloby miec jakis przybytek luksusu pod nosem bo odrobine sie zagapilismy i nie zostalo nam prawie nic do picia. Do obiadu mielismy do wyboru: wode gotowane, wode z kranu lub...wode po kiszonych ogorkach :D Bo herbaty tez nam zabraklo! Za to drewna do napalenia w kominku mielismy na cala noc i przy wesolo skwierczacych iskierkach nawet zwykla woda smakowala wysmienicie :)
Jadac tym razem na Skye juz wiedzielismy, ze bedzie to wypad typowo wedrowkowy: na polwyspie Trotternish znajduja sie najpiekniejsze szlaki,  ktore w 2011 byly zdecydowanie za trudne na male (w tamtym czasie ;) nozki Zuzi i troche wieksze Rysia.
Pogoda zrobila nam mila niespodzianke i przez cale trzy dni nie padalo! Nie liczac drobnej i chwilowej zamieci snieznej, ktora zlapala nas drugiego dnia na szczycie Old Man of Storr. Mozecie sie dziwic ale jak na Szkocje to rewelacyjny wynik :)) Zimy sa tu zazwyczaj lagodne, snieg pada niezwykle zadko a jak juz spadnie to najczesciej natychmiast sie topi, bo temperatura na Skye jest srednio o kilka stopni wyzsza niz w pozostalej czesci Szkocji. Za to wiatr to nieodlaczny towarzysz na Skye :) Na szczescie, w czasie naszego weekendu wialo niemilosiernie tylko pierwszego dnia ale bylo tak zle, ze Zuzia skapitulowala i zrobila w tyl zwrot do samochodu po przejsciu zaledwie kilku krokow na szlaku... Jednak ogolnie warunki do pieszych wedrowek byly wymarzone i wykorzystalismy je maksymalnie.
A oto gdzie poniosly nasz nasze nogi:
1. Szlak na Quiraing: klasyczna wrecz dla Skye trasa, pelna spektakularnych widokow, niesamowicie uksztaltowanych skal i...stromych przepasci :) Z tego wlasnie powodu zrobilismy tylko jej fragment. Nasza Babi, ktora byla z nami na Skye ma niestety lek wysokosci i wedrowanie waziutka sciezynka po stromym zboczu gory bylo ponad jej sily ;) Jednak nie trzeba pokonywac calej trasy, zeby docenic jej uroki! Niektorym wystarcza nawet rzut oka z punktu widokowego ;) Jednego ranka wybralismy sie tam bladym switem, zeby podziwiac wschod slonca nad Quirang... W ciagu trzech dni bylismy na Quiraing trzy razy, za kazdym razem o innej porze dnia i widok nigdy nie byl taki sam!

Poczatek trasy. Nazwa Quiraing pochodzi z jezyka staro-Norweskiego i oznacza okragle zagiecie. I rzeczywiscie - patrzac z daleka widac, ze gory i skaly ukladaja sie jakby na ksztalt miseczki :) Tutaj w dawnych burzliwych czasach wojen pomiedzy klanami Szkoci przetrzymywali swoje stada owiec.

Formacje skalne maja tu swoje nazwy, i tak na samym przodzie po lewej mamy stozkowate Wiezienie, za nim w oddali Igle a jeszcze dalej plaski Stol.

Quirang w popoludniowym swietle prezentuje sie wyjatkowo malowniczo :)
Magiczny czas: wschod slonca na Quiraing...
Dolina wylania sie z mroku
Kto rano wstaje...;)

2. Zaliczylismy tez mniej uczeszczana trasa Bioda Buidhe. Widoki z tego szlaku sa piekne zarowno  na Quiraing jak i w przeciwna strone na ksiezycowy wrecz krajobraz pasma gorskiego ciagnacego sie przez polwysep Trotternish. Przy dobrej pogodzie (ktora nam sie trafila!) widac stad odlegle wyspy Hebrydow zewnetrznych. Szlak jest niesamowicie malowniczy i ... calkowicie wyludniony. Przez Bioda Buidhe wedrowalismy tylko z owcami :) To tutaj wlasnie trafilismy na okrutny wiatr i momentami balam sie troche czy nie zdmuchnie mi Rysia na dol, ale tak latwo sie nie dal :) Cala trasa ma zaledwie trzy kilometry wiec nadaje sie perfekcyjnie na odrobine bardziej energetyczny rodzinny spacer.

Widok w strone Quiraing...


...a w przeciwnym kierunku - na pasmo gorskie Trotternish.



Nasi towarzysze wedrowki :)

Droga prowadzaca na parking przy wejsciu na szlaki Quiraing i Bioda. Juz sam podjazd to niezla dawka adrenaliny ;))

Takie tablice informacyjne znajduja sie w wielu miejscach polwyspu Trotternish i pokazuja historie i geologie rejonu. Sa  one czescia Staffin Ekomuzeum Ceumannan. Nie ma w nim scian a zamiast sufitu jest niebo :) Na muzeum sklada sie trzynascie 'stacji', polaczonych krotkimi szlakami.


3. Fairy Glen czyli Dolina Wrozek :) Zaloze sie, ze mieszkaja tam magiczne stworzenia bo miejsce jest naprawde bajkowe. Doline tworza stozkowato uformowane male wzgorza porosniete trawa, ktora nawet w lutym jest zielona. To juz magia sama w sobie, czyz nie? ;) Calosc wyglada odrobine jak makieta do jakiegos filmu fantastycznego! A jesli jeszcze wybierzecie sie tam o zlotej godzinie, czyli wczesnym rankiem badz tuz przed zachodem slonca (jak w naszym przypadku) to bedzie zupelnie magicznie!


zdobywcy :)
Tam na pewnoe mieszka jakas wrozka! ;)




4. Absolutny klasyk wsrod wedrowek na Wyspie Skye, czyli wejscie na skalki Old Man of Storr (Staruszek Storr). Byc na Skye i nie zaliczyc tej przygody to jak byc w Pizie i pominac krzywa wierze ;) Zarys Old Man of Storr na tle nieba albo jego odbicie w pobliskim Loch to pocztowkowy wizerunek Skye. Niby luty to nie szczyt sezonu ale na szlaku bylo doslownie tloczno, wiec nie wyobrazam sobie co sie tam dzieje w srodku lata! Mimo duzego zageszczenia to byla wspaniala trasa i chyba sprawila najwiecej radosci Zuzi i Rysiowi. Krajobraz niesamowicie malowniczy, poczucie przestrzeni i odrobina prawdziwej wspinaczki to najlepsza kombinacja :) Pogoda tego dnia dostarczyla tez nam atrakcji: spacer zaczynalismy pod blekitnym niebem, na szczycie pokropilo a potem dopadla nas krotka sniezyca, po ktorej na moment caly swiat zniknal otulony mgla...Gdy zeszlismy na dol niebo bylo koloru stali.
No, to zaczynamy!

:) Jak sie nie usmiechac, kiedy niebo takie blekitne!?
Rysiek i 'Igla' :)





Trzy dni minely szybko a na pozegnanie dostala sie nam wichura z zacinajacym deszczem i sniegiem. Zeby nie bylo nam az tak bardzo zal wyjezdzac...:) Za Wyspa Skye juz tesknie. To jedno z takich miejsc, do ktorych moge wracac bez konca, bedac jednoczesnie pewna, ze za kazdym razem Skye pokaze mi swoje nowe, nieznane dotad oblicze :) Tyle szlakow jeszcze do przejscia, tyle plaz do odkrycia...

P.S. W planowaniu naszych wedrowek na wyspie Skye posilkowalismy sie nasza ulubiona strona Walkhighlands, ktora dostarcza wszelkich mozliwych informacji dla milosnikow pieszych wycieczek w Szkocji. Przydala sie rowniez mala, urocza ksiazeczka:


4 komentarze

  1. Wspaniałe zdjęcia :) Przepiękne krajobrazy !

    OdpowiedzUsuń
  2. Wowwww! Planuję na maj Wyspy Owcze, które przyciągnęły mnie podobnymi oszałamiającymi krajobrazami, a kolejnym miejscem na pewno będzie Skye! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyspy Owcze kusza mnie juz od jakiegos czasu i...powaznie mysle o wiosnie ;)

      Usuń