Przepraszam, czy do tej świątyni wpuszczają?



Malutkie i niepozorne albo duze, oplywajace zlotem i bogato zdobione podobiznami setek bogow; w stylu Keralskim (przypominajace odrobine pagody) albo monumentalne w stylu Tamil Nadu. Swiatynie Hindu. Do wyboru, do koloru, jest ich w Kerali niezliczona ilosc. Nie ma chyba miasta, wioski, najmniejszej osady, ktora nie mialaby swojej wlasnej swiatyni hinduistycznej. W Hinduizmie jest ponad trzystu bogow wiec liczba swiatyn tez musi byc pokazna :) Sa wszedzie, nawet w dzungli i wsrod herbacianych pol. Wabia dzwiekami slodkiej karnatyckiej muzyki, zapachem kadzidel, kolorami i tajemnica... Jest tylko jeden szkopul: w Kerali do swiatyni Hindu wstep maja tylko i wylacznie wyznawcy tej religii. A reszta musi sie obejsc smakiem!
Malenka swiatynia wsrod herbacianych pol w okolicach Palivassal

I jeszcze jedna kawalek dalej :)

Piekne murale w swiatyni w Kottayam
 No to jak wlasciwie jest z tymi swiatyniami? Keralczycy sa wyjatkowo restrykcyjni i dla 'non-Hindu'  o zadnych ustepstwach nie ma mowy. Wiedzielismy o tym juz przed wyjazdem do Indii jednak gdzies tam, w glebi duszy, mialam cichutenka nadzieje, ze byc moze uroczym dzieciecym usmiechem uda nam sie otworzyc drzwi chociaz do niektorych keralskich swiatyn :) Nie udalo sie. Szkoda, bo byla to jedna z rzeczy, ktorych najbardziej chcielismy doswiadczyc w naszej podrozy do Indii... Jest cos magicznego i fascynujacego w swiatynnej atmosferze, w zarliwosci z jaka hindusi czcza swoje bostwa. Jednak nam pozostalo podziwianie tego wszystkiego z zewnatrz a czasami nawet z calkiem daleka! Bo zdarzylo sie i tak, ze nie moglismy nawet podejsc do gopury (gopura to pokaznych rozmiarow brama wejsciowa do swiatyni, zbudowana w postaci wielopoziomowej bogato zdobionej wiezy). W stolicy Kerali, Trivandrum chcielismy zobaczyc znana na caly stan, pochodzaca z XVI wieku swiatynie Padmanabhaswamy  Rzeczywiscie, to miejsce robi wrazenie - olbrzymia, monumentalna wrecz budowla pokryta jest tysiacami ornamentow i figur ze zlota. To jedyna swiatynia w stylu drawidanskim w Kerali wiec bardzo chcielismy ja zobaczyc. Wiadomo bylo, ze do srodka nie dane bedzie nam zajrzec ale  okazalo sie tez, ze nie mozemy podejsc do gopury na odleglosc mniejsza niz kilkanascie metrow. Cala swiatynia otoczona byla ogrodzeniem. A przy najmniejszym ruchu reki sugerujacym, ze chcialabym z daleka zrobic zdjecie budynku, spod ziemi wyrastal uzbrojony policjant. Bardzo grzeczny i jeszcze bardziej stanowczy :) 'No photo' i koniec! Dopiero, kiedy pod czujnym okiem policjantow, opuscilismy teren zabudowan swiatynnych w ruch poszedl moj teleobiektyw (chociaz przyznac musze, ze czulam sie odrobine niepewnie ;)). Padmanabhaswamy jest strzezona jak zamczysko, jak oczko w glowie a wrazenie niedostepnosci poteguje jeszcze obecnosc fosy otaczajacej swiatynne tereny. I jest po temu wazny powod, o ktorym dowiedzielismy sie juz po naszej wizycie: w podziemiach swiatyni kryje sie skarb, ktorego wartosc szacowana jest na kilkanascie miliardow dolarow. Wyobrazacie sobie, ze Padmanabhaswamy to najwiecej warte miejsce kultu na calym swiecie?!
Zlota gopura Padmanabhaswamy goruje nad miastem
...a naokolo kwitnie swiatynny interes: tu kupic mozna wszystko, od kwiatow na ofiare, przez rytualne biale stroje...
...skonczywszy na statuetce swego ulubionego bostwa :)
Rzut oka na swiatynie z oddali, przez fose...
To chyba najblizej, jak udalo nam sie podejsc :)
Teleobiektyw zlapal odrobine pieknych detali ;)

Z kolei w Munnar odwiedzilismy duzo mniejsza, polozona na wzgorzu swiatynie boga Murugan. 'Odwiedzilismy' to zbyt duzo powiedziane bo oczywiscie skonczylo sie na zerkaniu z zewnatrz ;) To swiatynia o zupelnie innym charakterze niz ta w Trivandrum. Tu nie znajdziecie ociekajacej zlotem gopury za to z nieziemsko kolorowych scian, portali i dachow zerkac na was beda setki barwnych postaci z hinduistycznych legend i opowiesci. Pospacerowalismy sobie boso wsrod kolorowych zabudowan, posluchalismy tesknych spiewow dochodzacych ze swiatyni, zrobilismy kilka zdjec... Co ciekawe mi i Zuzi pozwolono na wiecej niz chlopakom (rozdzielilismy sie na dwie druzyny), ktorzy w pewnym momencie zostali bezpardonowo przegnani z dziedzinca przy probie pstrykniecia kolejnej fotki :)
I teraz jest chyba dobry moment, zeby wspomniec o zasadzie chodzenie na bosaka: podobnie jak w innych czesciach Azji, obowiazuje ona we wszystkich swiatyniach w Kerali, co ciekawe, rowniez w kosciolach chrzescijanskich. I nie tylko wewnatrz swiatyni ale takze na terenie swiatynnych zabudowan. Kilka razy wybieralismy sie do swiatyn wczesnym popoludniem i wtedy dreptanie golymi stopami po rozgrzanych tropikalnym sloncem schodach lub chodnikach bylo jak tortura :) Rozsadne (i dozwolone!) bylo pozostawienie skarpetek. Bez nich zdarzylo nam sie skakac i tanczyc po przyswiatynnych chodnikach jak po rozzarzonych weglach, zreszta ku wielkiej uciesze miejscowych, ktorzy maja stopy zupelnie nieczule na takie bodzce! :)

Na boso! :)

A Zuzia zawsze w skarpetkach! ;)
Straznik Munnar
Nie wszystkie keralskie swiatynie hindu to wielkie, okazale budynki. Ta, ktora mialam okazje zobaczyc w dzungli Wayanad byla nie wieksza od przystanku autobusowego :) I to chyba wlasnie ta malenka i niezwykle urokliwa swiatynia zapadla mi najbardziej w pamiec. Moze dlatego, ze otoczona jest dzika przyroda a moze dlatego, ze wiarze sie z nia niesamowita historia. Ponad czterdziesci lat temu rozegrala sie tutaj nierowna walka tygrysa z czlowiekiem, co wiecej ten ostatni uszedl z niej z zyciem. Mialam tez szczescie poznac zwyciezce tej bitwy, ktory dzisiaj jest juz starszym panem ale wciaz z wypiekami na twarzy wspomina tamto popoludnie, kiedy przyszedl pomodlic sie do rodzinnej swiatyni i zastal w srodku przyczajonego tygrysa. Z duma prezentuje tez pamiatke po tamtym dniu - wielkie blizny na przedramionach...
Wejscie do Swiatyni Shivy i Vishnu w dzungli

Magiczne miejsce...
Czlowiek, ktory Pokonal Tygrysa
A jesli zapytacie Zuzie ktora z keralskich swiatyn zapamietala najlepiej to bez wahania odpowie, ze ta w Thirunelli. To najstarsza swiatynia w calej Kerali, nikt dokladnie nie wie jak stara chociaz historycy szacuja, ze pierwszy budynek stal tutaj nawet cztery tysiace lat temu. Nie pozostalo z niego wiele - zaledwie kilka resztek oryginalnych kolumn. Calosc wyglada tak nie bardzo 'swiatynnie' i bardziej przypomina dom mieszkalny niz miejsce kultu.
Wlasnie tu mialy miejsce dwa wydarzenia, ktore na dlugo pozostana w naszej, a szczegolnie Zuzi, pamieci. Bo jak zapomniec o dniu, kiedy mala dziewczynka poczula na wlasnej skorze jak to jest byc gwiazda? :) Nie wiem dlaczego ale Zuzia wzbudzala ogromne zainteresowanie wszystkich odwiedzajacych swiatynie. Po raz pierwszy w czasie naszych podrozy sytuacja sie odwrocila i to w nas byly wycelowane obiektywy aparatow! Wszyscy chcieli sobie robic zdjecia z Zuzia, jedni grzecznie pytali a inni po prostu ustawiali sie i pstrykali fotke :) Zuza znosila to wszystko z usmiechem niedowierzania na buzi i anielska cierpliwoscia. Jednak kiedy podeszla do niej pieknie ubrana hinduska nastolatka pytajac (perfekcyjna angielszczyzna) czy moze dotknac jej wlosow, bo marzyla o czyms takim przez cale zycie (!), Zuzke po prostu zamurowalo. Koniec koncow marzenie zostalo spelnione (ech, gdyby wszystkie byly tak latwe do realizacj, to byloby zycie!! ;)), usmiechy wymienione a cale wydarzenie udokumentowane na licznych zdjeciach.
Przyszedl czas na zwyczajowe zlozenie przez nas ofiary na miejscowe bostwa. Tego nie zabrania sie nawet wyznawcom innych religii a wielka skrzynia lub skarbonka na ofiary pieniezne zawsze znajduje przed swiatynia ;) Do spelnienia tego zadania wydelegowana zostala najmniejsza podrozniczka. Kiedy Zuzia zblizala juz dlon z banknotem do skrzyni najpierw uslyszelismy krzyki w niezrozumialym jezyku a chwile potem w dzikim pedzie podbiegl swiatynny straznik, zywo gestykulujac i pokazujac na Zuzi reke. Bylismy o wlos od popelnienia najwiekszego mozliwego faux pas! Zuzia jest przeciez lewo-reczna a lewa reka jest przez Hindusow uwazana za nieczysta. Oj, narazili bysmy sie miejcowym bogom nie na zarty ;))
A w srodku...nieodkryta tajemnica :)


Pozostalosc po oryginalnej swiatyni...

'Czy moge dotknac twoich wlosow?' ;)

Ofiara zawsze mile widziana, od kazdego odwiedzjacego! Byle podarowana prawa reka ;)
Przez cale te swiatynne restrykcje wrocilismy z Kerali z lekkim uczuciem niedosytu i wrazeniem, ze cos nas odrobine ominelo... Juz po powrocie rozmawialam o tym z moim znajomym pochodzacym z polnocnej czesci Indii i nawet on byl zdziwiony, ze takie zwyczaje panuja w Kerali. Zachecal nas do odwiedzenia polnocnych stanow, zapewniajac, ze tam wejdziemy do kazdej swiatyni :)
I chyba jest to doskonaly pretekst do kolejnej podrozy do Indii!

Brak komentarzy

Prześlij komentarz