Potwór z jeziora Lagarfljot, wodospady i Mordor

Zapewne każdy słyszał (a są i tacy, którzy go widzieli! ;)) o szkockim potworze z jeziora Loch Ness, aka Nessie. Ale któż wie o tym, że w ciemnych, zimnych wodach polodowcowego jeziora Lagarfljót, żyje daleki islandzki kuzyn Nessiego? Leżące we wschodniej części Islandii jezioro Lagarfljót to jedno z najgłębszych i największych jezior w Islandii: jego powierzchnia przekracza pięćdziesiąt kilometrów kwadratowych a głębokość dochodzi do stu dwunastu metrów. Warunki i przestrzeń jak znalazł dla wielkiego wężowatego potwora, który przez lokalnych mieszkańców nazywany jest Lagarfljótsormur, czyli Robal z Lagarfljót.


Historia potwora Lagarfljótsormur zaczyna się bardzo dawno temu, kiedy to monstrum jeziorne nie było ani wielkie ani przerażające. Potwór przypominał wtedy małą, całkiem niewinną, jaszczurkę. I tak by pewnie pozostało, gdyby nie pewna lokalna dziewczyna, która złapała małego gada i zamknęła go w skrzyni na bieliznę, razem ze swoim największym skarbem - złotym pierścionkiem. Wtedy zaczęła działać jakaś dziwna islandzka magia: w skrzyni przybywało złota a mały jaszczur rósł i rósł. Przerażona właścicielka pierścionka (oraz powiększającego się w zawrotnym tempie potwora ;)) wyrzuciła skrzynię wraz z całą zawartością do jeziora Lagarfljot.

Bestia rosła więc sobie dalej (według islandzkich wierzeń, dopóki pod zwierzem znajduje się złoto dopóty rośnie on bez ograniczeń!) aż w końcu wypełniła całe, prawie trzydziestokilometrowe jezioro. Potwór zaczął siać postrach w okolicznych wioskach więc sprowadzono z północy dwóch członków plemienia Sami, żeby się z nim rozprawili. Bestia była jednak tak silna, że dwóm śmiałkom nie udało się jej zabić a jedynie przywiązać ogon i głowę do dna jeziora.
I sytaucja ma się tak wlasciciwie do dnia dzisiejszego ;) Według miejscowych, potwór drzemie sobie na dnie jeziora Lagarfljot i tylko od czasu do czasu daje znać o swojej obecności. Pierwsze zapisy ze sprawozdaniami naocznych świadków pochodzą z XIV wieku a najnowsze to filmik, nakręcony przez lokalnego farmera w 2012 roku, na którym widać wężowato poruszające się cielsko płynące w jeziorze pod prąd. Film zrobił podobno furorę na YouTube zbierając kilka milionów odsłon, możecie zerknąć na niego tutaj.
Jezioro Lagarfljot wygląda bardziej jak nieuregulowana rzeka, pełna meandrów i dopływów

A potwór ukrył się we mgle... ;)
W oddali most łączący dwa brzegi Lagarfljot

Kiedy tylko usłyszeliśmy legendę o islandzkim potworze od razu było wiadomo, że ruszymy jego tropem. Koniec końców, pomimo najszczerszych chęci i usilnego wpatrywania się w odmęty Lagarfljot, samego robala nie widzieliśmy (chociaż ja cały czas twierdzę, że to wina mgły, która tamtego dnia calkowice spowiła jezioro ;)), to był to niezapomniany dzień. Już sam dojazd do jeziora z naszej bazy noclegowej pod Djupivogur dostarczył mi całkiem sporej dawki adrenaliny... A wszystko to przez lenistwo i nieposkromioną podróżniczą ciekawość ;) Zamiast jechać grzecznie (i dłużej, i nudniej) narodową jedynką postanowiliśmy skrócić sobie trasę o około 60 kilometrów i przejechać drogą 939 przez przełęcz Oxi. 
Lubicie wyzwania i przygodę? Jeśli tak to ruszajcie na szutrówkę 939. Droga wspina się stromo niezliczonymi serpentynami od poziomu morza na wysokość 539 metrów, gdzie widoki są takie jak na Mordorze. Szczególnie w pochmurny dzień. Wspominałam o tym, że nawierzchnia na drodze 939 jest luźna, dziur w bród, jest wąsko, stromo i brak balustrad? :P Jest za to nieziemsko pięknie i bardzo bajkowo. W okolicy jest kilka tras pieszych i można tu spotkać dziko żyjące renifery. Dla naszego małego Clio, którym poruszaliśmy się po Islandii przejechanie drogi 939 to był prawdziwy chrzest bojowy, który autko przeszło bez uszczerbku na karoserii a jedynie ubłocone po dach. Nie polecam jednak wybierania się w tą trasę przy bardzo złych warunkach pogodowych ani po ciemku (ja sie na to nie odważyłam  i wracaliśmy do domu dłuższą trasą). 
Droga 939 wije się jak wąska wstążka wśród gór...

Dzika kraina

Napotkane przy trasie 939 bezimienne wodospady


Widoki z przełęczy Oxi
Kiedy w końcu przeturlaliśmy się przez przełęcz Oxi, która niestety tonęła w deszczu, krajobraz gwałtownie się zmienił. Im bliżej byliśmy jeziora tym było bardziej płasko i, o dziwo, było coraz więcej drzew. Islandia to generalnie kraina bezleśna. Popularny wyspiarski dowcip tłumaczy co należy zrobić jeśli zgubicie się w islandzkim lesie; odpowiedź brzmi 'wstać' :) Jednak sposób ten nie sprawdziłby się w lesie Hallormsstaðaskógur, porastającym brzeg jeziora Lagarfljót. Bo las to nie byle jaki: można w nim doliczyć się ponad osiemdziesięciu gatunków drzew z całego świata, które porastają obszar siedmiuset czterdziestu hektarów. Na terenie Hallormsstaðaskógur znajduje się sieć szlaków do pieszych wędrówek, arboretum, camping, miejsca piknikowe oraz jedyna na Islandii wieś całkowicie otoczona lasem. Islandczycy kochają to miejsce i uwielbiają spędzać w nim letnie weekendy. 
Nas w okolice Lagarfljót zwabiło jednak coś jeszcze oprócz lasu i słynnego potwora. Bardzo chciałam odwiedzić wodospad Hangifoss, który jest trzecim najwyższym wodospadem na Islandii. Do tego 128-metrowego olbrzyma prowadzi stroma ścieżka biegnąca wzdłuż malowniczego kanionu. Ze wzgórza rozciągają się bezkresne widoki na jezioro (jak znalazł do wypatrywania potwora ;)) oraz pojedyncze, okalające je wzgórza. I być może to właśnie fakt, że aby zobaczyć Hengifossa, trzeba się odrobinę nasapać i namęczyć, sprawia, że wodospad ten można podziwiać bez tłumów. A jest na czym zawiesić oko! Hengifoss spływa bowiem z wielowarstwowej bazaltowej ściany, która stanowi przepiękne tło. Masy wody przelewają się z taką silą, że naokoło wodospadu wciąż unosi się mgiełka z rozproszonych maleńkich kropelek a miejscowi zwykli porównywać odgłos, jaki wydaje do syku samego diabła :)
Szlak do Hengifossa

Przystanek i rzut oka na jezioro


Urokliwy Hengiffos po prawej, bez ludzi w kadrze!!!! :)



Kilkumilionowa historia tworzenia wyspy zapisana w malowniczych bazaltowych warstwach
Wędrując do majestatycznego Hengifossa warto na chwilę zboczyć z głównej ścieżki i odwiedzić kolejny wodospad, Litlanesfoss. Jest to prawdziwa wodospadowa perełka, jeden z kilku islandzkich wodospadów obramowanych idealnie ukształtowanymi bazaltowymi kolumnami. W porównaniu z olbrzymim sąsiadem Hengifossem jest to maleństwo (Litlanesfoss ma zaledwie 30 metrów) ale nie można mu odmówić urody. Niektóre z otaczających go kilkudziesięciometrowych kolumn są idealnie proste i aż trudno uwierzyć, że nie zostały stworzone ręką człowieka.


Litlanessfos zwany zwany także Stuðlabergsfoss'em (co oznacza Wodospad Bazaltowych Kolumn



Na ten dzień mieliśmy zaplanowany wypad do kolejnego miejsca, jednak przeprawa szutrówką 939 oraz wędrówka do wodospadów  zabrały nam sporo czasu. Kiedy schodziliśmy ze wzgórza w kierunku jeziora słońce już chowało się za okoliczne pagórki a przed nami była jeszcze droga powrotna przez góry...
Garść informcji praktycznych
- jezioro Lagarfljot położone jest we wschodniej Islandii, około 700 kilometrów od Reykjaviku i 80 kilometrów od Djupivogur. Nad jeziorem leży miasteczko Egilsstaðir, z bazą noclegową, sklepami i małym lotniskiem.

 - aby odwiedzić wodospady Hengifoss i Litlanesfoss najlepiej jest zaparkować na małym parkingu przy drodze 931, tuż po przejechaniu mostu na jeziorze. Tam zaczyna się około 2.5-kilometrowy błotnisty (!) szlak do Hengifossa. Jego przejście to około godzinny, dość wyczerpujący spacer, zdecydowanie wart wysiłku! 
 - górska droga 939 (przez przełęcz Oxi) jest bardzo często zamknięta zimą. Jest to droga oficjalnie dostępna dla standardowych samochodów (i żądnych wrażeń kierowców ;))



13 komentarzy

  1. Uwielbiam takie klimaty! <3 Zazdroszczę pozytywnie takiej wyprawy... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie wyglądają te okolice ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam takie klimaty, być moze dlatego, ze długo mieszkałam w Irlandii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkamy w Szkocji i muszę przyznać, że momentami klimat i krajobrazy na Islandii (szczególnie wybrzeże) przypominały nam Wyspy Brytyjskie!

      Usuń
  4. Brzmi i wygląda niesamowicie! Jestem pod ogromnym wrażeniem :)
    Ps.Clio dało radę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiałam się o nasze autko ale poradziło sobie. Nie chcę myśleć, co by się stało gdyby było inaczej! ;)))

      Usuń
  5. Nie słyszałam o tym potworku, myślałam że Nessi jest jedyny w swoim rodzaju :) ale krajobrazy Islandii uwielbiam, muszę w końcu zobaczyć je na własne oczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać Nessie ma kuzyna! ;) Islandia warta zobaczenia, nawet więcej niż raz (my już planujemy kolejny wypad w tamte strony ;))

      Usuń
  6. Mimo, że generalnie wolę ciepło niż zimno, to Islandia bardzo mnie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zachwycają, jak i jednocześnie przerażają :)!

    OdpowiedzUsuń
  8. Same zdjęcia są ogromnym zachwytem, a co dopiero na żywo... Aż pozazdroszczę megamocno! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Islandia to jedno z najbardziej niesamowitych miejsc, jakie odwiedziliśmy :)

      Usuń
  9. To miejsce wygląda niesamowicie pięknie i tajemniczo.
    Odnosi się wrażenie, jakby rzeczywiście za chwilę miał wyłonić się z tych czeluści potwór:)

    OdpowiedzUsuń