Tolkien i śpiewające piaski czyli tajemnice Isle of Eigg


Wyspa Eigg to jedno z takich miejsc, do których przyjeżdżasz i już po chwili wiesz, że chciałbyś zostać dłużej. Jestem wielką miłośniczką szkockich wysp, uwielbiam wyspiarskie klimaty, bliskość morza i to poczucie odizolowania od reszty świata i nie ma chyba wyspy, która nie przypadłaby mi do gustu. Jednak z Isle of Eigg to była zupełnie inna bajka :) Ten maleńki skrawek lądu (o powierzchni zaledwie dziewięć kilometrów długości na pięć szerokości!) zdobył nieproporcjonalnie wielki kawałek mojego serca i to w rekordowym tempie. Bo zakochana byłam już w momencie, kiedy nasz prom z Malaig dopływał do skalistego wybrzeża Eigg, sunąc przez zielono-lazurowe wody, które kolorem mogłyby zawstydzić nawet karaibskie morza ;)
Isle of Eigg położona jest pomiędzy Isle of Skye a kontynentalną częścią Szkocji i jest jedną z czterech wysp składających się na mikro-archipelag Small Isles czyli tak zwanych Małych Wysp. Pomimo tego, że od stałego lądu dzieli ją zaledwie kilka morskich mil, to przeprawa promowa zajmuje ponad godzinę bo morze w tamtych okolicach  jest zazwyczaj wzburzone i pełne niebezpiecznych wirów. Dla nas na szczęście okazało się ono łaskawe i płaskie jak przysłowiowy stół więc rejs minął bez zbędnego kołysania. Kiedy na horyzoncie pojawił się charakterystyczny klinowaty szczyt An Sgurr, wiedziałam, że jesteśmy już bardzo blisko Eigg. An Sgurr to pamiątka po ostatnim wybuchu wulkanu, który jakieś pięćdziesiąt osiem milionów lat temu wydał swoje ostatnie tchnienie. Wypływająca z niego lawa zastygła w przedziwnym kształcie, któremu cała wyspa zawdzięcza dzisiaj swoją nazwę (Eigg, Eige oznacza w szkockim języku Gaelic 'klinowatą wyspę').
Płyniemy! :)

Na horyzocie, zamotany w chmurach, majaczy An Sgurr
Kto widział taki lazur wody w północnych, zimnych krainach? ;)
Skaliste wybrzeże Wyspy Eigg
Widoczna w oddali wyspa Rum

An Sgurr wita nas w porcie ;)

Wulkaniczna przeszłość wyspy wpłynęła na jej wyjątkowy krajobraz: oprócz dziwnych bazaltowych skał i wzniesień na Isle of Eigg spotkać też można plażę z niezwykłym gruboziarnistym kwarcowym piaskiem, który pod naciskiem stopy wydaje śpiewne piski ;) Chcieliśmy i my posłuchać tej dziwnej muzyki i dostać się do słynnych 'Śpiewających Piasków', które znajdują się na północnym zachodzie wyspy. Był tylko jeden mały problem. Transportowy! Na Isle of Eigg, która w całości stanowi rezerwat przyrody, nie można zabrać własnego samochodu (ba! nawet motoru ;)) a transport publiczny po prostu nie istnieje. Z powodu zimowego rozkładu promów mogliśmy na miejscu spędzić zaledwie odrobinę dłużej niż dwie godziny, czyli akurat tyle, żeby biegiem przemieścić się z portu do 'Śpiewających piasków' i z powrotem.
I wtedy z pomocą przyszedł nam Charlie, którego imię pojawi się jeszcze wielokrotnie w tym wpisie :) Isle of Eigg ma swoją mała stronę www, na której zamieszcza info o wyspie plus praktyczne informacje dla turystów. Właśnie tam wyczytaliśmy informacje o jedynym (!) na Eigg taksówkarzu i spisaliśmy jego numer telefonu. Do Charliego zadzwoniłam z głupia franc już z promu, nie wierząc za bardzo w sukces całego transportowego przedsięwzięcia. Wyobraźcie sobie: dzwonię do jedynego kierowcy na wyspie, na której mieszkają 104 osoby (cześć z nich zapewne też korzysta z jego usług) na godzinę przed przypłynięciem do portu, z pokładu łajby na której płynie dwadzieścia osób znajdujących się w podobnej jak my sytuacji i proszę o kurs na przeciwległy kraniec wyspy :) I co? Przekrzykując ryk silników płynącego promu wyłuszczyłam nasza prośbę i  usłyszałam tylko, że dla Charliego nie ma żadnego problemu, że jakoś poustawia wszystkie zamówienia i, że spotkamy się w porcie. Kiedy w ostatniej sekundzie zapytałam jak go rozpoznamy usłyszałam tylko: szukajcie dużego brodatego faceta w niebieskim.... I tutaj połączenie się urwało.
Dobiliśmy do maleńkiego portu Galmisdale. Powitał nas widok ostro zakończonego An Sgurr w całej okazałości, łódeczki zacumowane w porcie i niewielki tłumek czekający na promenadzie. Wypatrywaliśmy dużego osobnika płci męskiej z brodą i w jakimś stroju koloru niebieskiego i...Jest! Znaleźliśmy w końcu pokaźnych rozmiarów jegomościa w kombinezonie w odcieniu przybrudzonego błękitu. Dobrze, że nie wypaliłam prosto z mostu 'Cześć Charlie!', bo jegomość okazał się być Johnem, który wskazał na stojącego kawałek dalej dużo mniejszego sympatycznego gościa w niebieskiej czapeczce :) I od tego momentu już nigdy nie nazwę Charliego taksówkarzem. Pomijając fakt, że jego samochód nie wyglądał jak taksówka tylko jak zdezelowany bohater filmów drogi, to sam Charlie okazał się być kimś więcej niż tylko kierowcą podrzucającym nas na zachodnie wybrzeże Eigg. Kiedy tylko wsiedliśmy do jego wielkiego, poobijanego i przesiąkniętego dymem papierosowym Forda, Charlie rozpoczął opowieść o wyspie.  Sunąc wąziutkimi dróżkami Eigg, dowiedzieliśmy się o tym, jak zarządzana jest wyspa, która od roku 1997 jest własnością mieszkańców. To niesamowite, jak to miejsce rozkwitło pod czujnym okiem właścicieli: Eigg jest całkowicie samowystarczalna jeśli chodzi o energię elektryczną, która pozyskiwana jest w całości z baterii słonecznych i elektrowni wiatrowych. Wyspa ma swój własny mały sklep, połączony z galerią i popularną kawiarnią, która wieczorami zamienia się w tętniący życiem pub. Jest też poczta i oczywiście listonosz, który dzielnie roznosi listy stu czterem mieszkańcom wyspy :) Skoro o listach mowa: przejeżdżając koło stareńkiej czerwonej skrzynki pocztowej Charlie zatrzymał się i wskazał na wygrawerowany na niej napis 'GR', pytając czy wiemy co oznacza. A Wy, wiecie? ;)
Otóż na wszystkich czerwonych skrzynkach pocztowych w Wielkiej Brytanii widnieją tak zwane królewskie insygnia, czyli dwie duże litery, oznaczające imię monarchy, który panował w czasie postawienia danej skrzynki. Czasami, choć nie zawsze, towarzyszy im wygrawerowana korona. Większość brytyjskich czerwonych budek pocztowych ma litery ER, będące skrótem od Elizabeth Regina, czyli imienia wciąż panującej Królowej Elżbiety. Skrzynki na Isle of Eigg są jednak dużo starsze: większość z nich postawiono w okresie 1910-1936, za panowania króla Georga V stąd skrót GR.
Myślę, że nie zauważylibyśmy nawet tego uroczego detalu, gdyby nie nasz spontaniczny przewodnik. Również dzięki Charliemu dowiedzieliśmy się która z tras wspinaczkowych na szczyt An Sgurr jest najbardziej przystępna, zobaczyliśmy budynek szkoły, do której chodzi czworo miejscowych dzieci (a pracuje z nimi aż pięciu nauczycieli!) i wysłuchaliśmy kilku opowieści o lokalnych mieszkańcach. Ale najbardziej rozbawiła mnie informacja o tym jak na Eigg funkcjonuje opieka lekarska. Bo chorować można tu tylko na początku tygodnia, najlepiej zaś w poniedziałek bo lekarz przypływa na wyspę raz w tygodniu, we wtorek ;) Kiedy przypadek jest nagły, pozostaje transport delikwenta na stały ląd, z pomocą takiego środka transportu, jaki akurat jest pod ręką: czasami jest to helikopter ale może się trafić i łódź ratunkowa!


Ani się obejrzeliśmy a dojechaliśmy na zachodni skraj Eigg, z którego roztaczał się przepiękny widok na sąsiadującą wyspę Rum. Pomimo naszych wcześniejszych planów nie poszliśmy wysłuchać 'Śpiewających Piasków'. Charlie przekonał nas argumentem o strasznym błocie na ścieżce prowadzącej do plaży oraz tym, że piasek 'śpiewa' tylko wtedy kiedy jest idealnie suchy :) W zamian za to zostaliśmy wysadzeni tuż przy zejściu do skalistej zatoczki zwanej Bay of Laig, którą to nazwę zapamiętam pewnie do końca życia. Miejsce okazało się jednym z najpiękniejszych, jakie widziałam w czasie naszych wszystkich podróży!
Byłam przekonana, że czarne plaże z wulkanicznym piaskiem spotkać można tylko na Islandii a okazało się, że Szkocja też ma takie cuda. Plaża w zatoce Laig pokryta jest niesamowitym dwukolorowym piaskiem, który wody przypływu i odpływu formują w malownicze esy-floresy. Ciemny piasek pięknie kontrastuje z wściekle zielonymi glonami porastającymi kamienie i przedziwnych kształtów formacje skalne. Całość wygląda nierealnie i bajkowo!
Zejście do zatoczki Laig

Ta zabawnie wycięta skała po lewej to tak zwany Palec Boga wycelowany w niebo ;)

Domek listonosza!

Spoglądając w kierunku Wyspy Rum...a może śródziemia? ;)





Dziękujemy, Charlie!







Skarby z Bay of Laig :)
W tej malowniczej scenerii, pomiędzy zatoczką Laig a plażą 'Śpiewających piasków' stoi sobie mały domek, zwany Howlin House, którego okna wychodzą wprost na morze i poszarpane szczyty wyspy Rum. Podobno spędzał w nim letnie wakacje sam JRR Tolkien. Mówi się, że to na Wyspie Eigg powstały najsłynniejsze tolkienowskie dzieła a surowy krajobraz zainspirował mistrza do stworzenia i opisania Srodziemia i Mordoru.
Z tolkienowskiego świata wyrwały nas przyjazne pokrzykiwania Charliego, który wrócił po nas akurat na czas, żebyśmy złapali powrotny prom do Malaig. Słuchając kolejnych wyspiarskich historii, tym razem o odwiedzających Eigg latem orkach, delfinach i fokach, nabrałam pewności, że nie była to nasza ostatnia wizyta na tej maleńkiej wysepce o wielkim charakterze.

Kilka informacji praktycznych:

  •  w sezonie zimowym na Isle of Eigg  pływają promy z Mallaig (Caledonian MacBrayne, co drugi dzień); latem jest o wiele więcej połączeń, również z miasteczka Arisaig (firma Arisaig Marine); wszystkie połączenia promowe są wyłącznie dla pasażerów pieszych, samochody na wyspę mogą przywozić jedynie jej mieszkańcy oraz inwalidzi.
  • usługi transportowe na wyspie zapewnia jedyny taksówkarz (oraz bard i przewodnik w jednej osobie ;), Charlie, którego dane kontaktowe można znaleźć tutaj
  • na Eigg w sezonie letnim można (a nawet trzeba ;)) wypożyczyć rowery, które w zupełności wystarczą do poruszania się po wyspie
  • Isle of Eigg to raj dla wędrowców! W miejscowym sklepiku w Galmisdale do kupienia są pocztówki z opisem miejscowych szlaków pieszych


19 komentarzy

  1. Niesamowita wyprawa, aż poczułam ten wiatr na plecach :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że wiało tam całkiem nieźle ;) Nie było jednak najgorzej: załapaliśmy się na tak zwane okno pogodowe i deszcz ustał akurat na te trzy godziny, które spędziliśmy na wyspie.

      Usuń
  2. Na tych zdjęciach, to miejsce wyglada nieziemsko pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe zdjęcia. Widać,że miejsce cudowne i warte odwiedzenia.
    Nie mogłam się oderwać od patrzenia.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wyspa Eigg to jedno z tych miejsc, do których nie dotarł jeszcze masowy turyzm...I niech tak pozostanie, bo to wyjątkowa wyspa!

      Usuń
  4. Pomimo, ze dzis potrzebuje wiecej slonca ( znowu u nas snieg i zawierucha) to obejrzalam zdjecia z otwarta (przepraszam za okreslenie) geba. Pewnie nigdy na Eigg nie dotre, zatem dziekuje za wirtualna podroz :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie mów 'hop'! ;) Przecież do Szkocji przyjedziesz jeszcze nie raz, a Eigg to przysłowiowy rzut beretem z Fort William. Warto się tam wybrać, nawet pomimo wszystkich trudności logistycznych (latem łatwiej!).

      Usuń
  5. Pierwsze zdjęcie mocno przyciągnęło moją uwagę, natychmiast pobudziło wyobraźnię, chciałabym się teleportować w to miejsce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybrałam je nieprzypadkowo na 'tytułowe' i wygląda na to, że spełniło swoje zadanie ;) Co do teleportacji...wyspa Eigg ma w sobie coś uzależniającego; cały czas odkąd tam byłam, myślę o powrocie!

      Usuń
  6. Niesamowita jest ta wyspa, te widoki chwyciły mnie za serce! Chciałabym się kiedyś wybrać do Szkocji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to tylko jedna z ponad siedmiuset szkockich wysp! Szkoja jest piękna i pełna niespodzianek ;)

      Usuń
  7. Przepiękne zdjęcia, chcę tam być! Cudowna Szkocja. Artykuł podsunę przyjaciółce, która w kwietniu się wybiera na kilka dni do tej magicznej krainy :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie mi bardzo miło, jeśli wpis zyska nowych czytelników, dziękuję :)

      Usuń
  8. cudowne miejsce i niesamowite piękne zdjęcia :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniałe zdjęcia i piękne widoki. Zazdroszczę! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ach, jak tam pięknie! Jak w tych wszystkich filmach, podczas których zastanawiam się "gdzie to jest?" ;) Tak też sobie wyobrażałam krajobraz Tajemniczego Ogrodu jak byłam mała - tylko jeszcze wrzosowiska do tego. Taki romantyczny klimat wysp.

    OdpowiedzUsuń