Wyspy Owcze czyli archipelag tańczący z chmurami

O odwiedzinach na odległym, maleńkim archipelagu, zagubionym na Morzu Norweskim pomiędzy  północną Szkocją a Islandią, marzyłam już od jakiegoś czasu. Wyspy Owcze kusiły cudownymi krajobrazami, obietnicą przygody i ... zaściankowością . Niektórzy moi znajomi słysząc gdzie wybieramy się na wakacje pytali zdziwieni ‘A gdzie to jest?’ a inni, bardziej zorientowani w geografii radzili mi, żebym spakowała czapkę,szal i ciepłą, nieprzemakalną kurtkę.
Przyznaję: bywało zimno, bywało, że przysłowiowy wiatr we włosach urywał głowę ale ten tydzień spędzony na Farojach to było siedem dni spełnionych marzeń. Siedem dni westchnień, zachwytów i karmienia oczu jednymi z najpiękniejszych krajobrazów, jakie w życiu widziałam.  Tydzień, podczas którego czuliśmy się bardziej jak goście i odkrywcy nieznanego lądu niż anonimowi turyści.

Wyspy stworzone do przygody

Faroje pokochałam od pierwszego wejrzenia, od momentu kiedy zobaczyłam je przez okno samolotu, który przygotowywał się do lądowania. Bo jak tu nie kochać tej krainy, dla której matka natura była tak bardzo hojna? Przed oczami miałam spiczaste, otulone chmurami góry, urwiste klify i dzikie morze. Mieliśmy szczęście do pogody i wszystko to pod idelanie błękitnym niebem wyglądało wręcz nierzeczywiście. To uczucie bajkowości pozostało ze mną do końca pobytu :)

Zawsze miałam słabość do wyspiarksiego życia i północnych klimatów a Owcze oferują tą magiczną mieszankę w ilościach nieograniczonych ;) Bliskość morza jest tam wyczuwalna na każdym kroku a morska słona bryza dociera wszędzie: na Farojach żaden punkt na lądzie nie jest oddalony od oceanu o więcej niż kilka kilometrów. Pod ręką są też góry: może niezbyt wysokie ale srogie i bardzo malownicze, wyrastające prosto z oceanu. A pomiędzy nimi wiją się wstążeczki dróg, wcinają w ląd jęzory fjordów. To wszystko zachęca do założenia traperków (na Farojach obowiązkowe!), zarzucenia plecaka na plecy i ruszenia na wędrówkę. Ponieważ Wyspy Owcze są (na szczęście!) wciąż trochę z boku nurtu masowej turystyki to są duże szanse na to, że w wędrowaniu towarzyszyć nam będą jedynie ciekawskie miejscowe owce.

Trawiaste dachy i senne miasteczka 

Wyspy Owcze będę już zawsze kojarzyła z kolorem zielonym. I nie jest to zieleń byle jaka, ale najbardziej soczysta i świeża, jaką widzieliscie (przebija nawet zieleń szkockich wzgórz, co wydawało by się niemożliwe!). Na Farojach zielone są trawiaste dachy domów, chatek i szop do suszenia ryb; zbocza tarasowych gór i pastwiska, usiane kolorowymi kropkami – owcami. Jedynie drzewa nie są zielone, bo ich na Owczych po prostu nie ma. 

Wśród tych pięćdziesięciu odcieni zieleni ukryte są urocze miasteczka, maleńkie senne osady często z  zaledwie kilkoma kolorowymi domkami, stworzone do powolnej eksploracji. Z rzeką, małym wodospadem, jakby żywcem wyjęte z ilustracji do dziecięcych bajek... Nas zaczarowały najbardziej osady Funningur, Gjogv i Vidareidi. Co ciekawe w każdej, najmniejszej nawet farerskiej wiosce obowiązkowo muszą znaleźć się trzy stałe elementy: boisko do piłki nożnej, kościół i toaleta publiczna. Ta ostatnia zawsze bezpłatna, lśniąca i pachnąca, co było miłym zaskoczeniem,  ;)

Wyspy tańczące z chmurami 

Jeśli zdarzy się Wam, będąc na Farojach, nie mieć nic do roboty (co jest raczej mało prawdopodobne 😉 ) to usiądźcie wygodnie, wybierzcie sobie skrawek nieba do obserwacji i patrzcie uważnie. Gwarantuję, że spektakl na niebie pochłonie każdego bez reszty. Chmury żyją tutaj swoim własnym życiem: gnają po niebie, przesuwają się we wszystkich kierunkach, zmieniają kształty i kolory, wirują,  tańczą z wierzchołkami gór i potrafią w mgnieniu oka zejść na ziemię i zakryć dokładnie wszystko. I tak bez przerwy, o każdej porze dnia i nocy.
W czasie naszego tygodniowego pobytu na Owczych te podniebne przedstawienia nie przestawały mnie zadziwiać. Bywało, że żyjące swoim własnym życiem chmury dawały nam się we znaki i krzyżowały plany: pewnego dnia całkowicie przesłoniły widoki na wyspie Mykines, innego sprowadziły deszcz, kiedy planowaliśmy wspinaczkę na najwyższy szczyt archipelagu. A kiedy już udało nam się kolejne podejście to, pomimo, że trasę zaczynaliśmy pod błękitnym niebem, to zakończyliśmy ją w chmurach tak gęstych, że ledwo widzieliśmy siebie nawzajem. O zapierającym dech w piersi widoku z Slættaratindur mogliśmy sobie tylko pomarzyć...

Cisi mieszkańcy krainy 'być może'

Farerczycy to mała nacja. Na całym archipelagu mieszka ich około pięćdziesięciu tysięcy a ponad czternaście tysięcy z nich zarejestrowanych jest w farerskiej grupie facebookowej, na której omawia się jakość wełny i wymienia ściegami do robienia na drutach :) Już tylko za to ich uwielbiam!
Mieszkańcy Owczych wydają się być pełni spokoju, jakby na przekór surowemu, nieprzewidywalnemu klimatowi wysp. Niezbyt wylewni ale zawsze uśmiechnięci, z zainteresowaniem patrzący prosto w oczy, pomocni. Na Farojach nikt się nie spieszy, nikt się nie denerwuje, życie płynie powolnym, odrobinę sennym rytmem. Nic dziwnego, że w krainie gdzie nic nie jest pewne ze względu na szaloną aurę, ulubionym słowem miejscowych i uniwersalna odpowiedzią na prawie każde możliwe pytanie jest ‘kanska’, czyli 'być może'.
Taka sytuacja: czekamy na prom na wyspę Kalsoy, który spóźnia się już dobre pół godziny. Zaczynam się odrobinę niepokoić bo wyprawa na Kalsoy była moim wymarzonym punktem wakacji (i niestety nie doszła do skutku, więc mam ważny powód, żeby wrócić na Owcze!). Kiedy podpytujemy miejscowych czy prom w ogóle się pojawi słyszymy tylko beztroskie 'być może'. Kilka dni później w biurze informacji turystycznej pytamy o możliwość kupienia  pamiątek w pobliskim sklepiku. 'Kanska' już wcale mnie nie dziwi :)
Po powrocie do domu znajduję infomację o tym, ze w Szkocji Wyspy Owcze nazywane kiedyś były ‘The land of Maybe’ czyli ‘Krainą być moze’.
Krainą, gdzie wszystko zdarzyć się może... ;)

Sześć dni, siedem wysp i apetyt na więcej

Archipelag Faroi to osiemnaście bajkowych wysp połączonych dwoma podwodnymi tunelami, i jednym mostem nad oceanem. Na Wyspach Owczych spędziliśmy sześć cudownych dni i w tym czasie udało nam się zobaczyć siedem wysp. Czy to dużo czy mało? W planach było więcej ale trzeba je było zrewidować w starciu z farerską pogodą 😉 Wyspy Owcze są stworzone do niezależnego podróżowania: mając samochód można dotrzeć na przeciwległe krańce archipelagu w zaledwie dwie godziny a gęsta sieć połączeń promowych oraz wyjątkowo tanich lotów śmigłowcem daje nieograniczone możliwości zwiedzania. Oto miejsca, do których dotarliśmy wykorzystując wszystkie wymienione środki transportu; z biegiem czasu pojawią się tu aktywne linki z odnośnikami do wpisów o konkretnych atrakcjach:

Mykines, czyli wyspa uroczych maskonurów
Wyspa Vagar - zbiór najbardziej klasycznych farerskich krajobrazów:
Wioska Gasadalur i najpiękniejszy farerski wodospad
‘Jezioro nad oceanem’ Sorvagsvatn
Maskonury na wyciągnięcie ręki na Mykines
Jezioro Sorvagsvatn

Wyspa Streymoy
Torshavn, najmniejsza stolica Europy
Urocza górska osada Saksun
Miasteczko z czarną plażą: Tjornuvik
Eysturoy, czyli ‘nasza’ wyspa, na której mieszkaliśmy ;)
Malownicze osady Eidi, Gjogv i Funningur
Najwyższy szczyt Wysp Owczych: Slættaratindur
Bordoy czyli główna Wyspa Północna
Vidoy i najdalej na północ wysunięte miasteczko Vidareidi
Maleńka, górzysta i dzika wyspa Kunoy
Funningur

Na tej liście odwiedzonych miejsc pojawić się też miała długa jak flet wyspa Kalsoy. Kiedy tylko zaczęliśmy przygotowywać się do wyjazdu na Owcze w moje ręce wpadło zdjęcie-bajka, na którym widniała mała biała latarnia dramatycznie położona na grzbiecie olbrzymiego klifu. Latarnia Kallur, bo to o niej mowa, śniła mi się po nocach przez kilka miesięcy przed wyjazdem... Marzyłam, żeby zobaczyć ją na własne oczy, nawet pomimo faktu, że aby do niej dotrzeć trzeba przejechać przez cztery wąskie tunele; jedyna rzecz, która przerazała mnie na Owczych!  Tak się złożyło, że śni mi się do dziś i jest świetnym pretekstem do poszukiwania tanich biletów na kolejną podróż na Faroje ... 😉


27 komentarzy

  1. Ach te krajobrazy... Cudne! Cieszę się, że udało Ci się spełnić marzenia ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok 2018 jest wyjątkowy jeśli chodzi o spełnianie podróżniczych marzeń. Jestem wdzięczna losowi ❤️

      Usuń
  2. Po Islandii, mam ochotę wybrać się na wyspy Owcze, plan był na ten rok ale nie wyszło, ale w przyszłym koniecznie już muszę :) Świetne zdjecia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak wrażenia po wizycie na Islandii? Ja wróciłam zaczarowana! Owcze są odrobinę inne, bardziej dzikie i na uboczu...

      Usuń
  3. Pięknie! Och, tak dużo miejsc na świecie do zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, moja lista wymarzonych destynacji wciąż się wydłuża!dziękuję ☺️

      Usuń
  4. Czuję, że to też moje klimaty. Klify przypominają mi moją ukochaną Irlandię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, I ta zieleń też trochę jak na Szmaragdowej Wyspie 😉

      Usuń
  5. To jest Cudne! Kilka lat temu miałam tam jechać, już miałam kupiony bilet... Niestety nastąpiły życiowe zawirowania i się nie udało :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie trzymam kciuki, żeby powiodło się w niedalekiej przyszłości! 😉

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominika, ogromnie Ciebie przepraszam... Namieszałam coś w blogerze otwierając go z komórki i Twój komentarz zniknął. 😑 A był wyjątkowy i właśnie chciałam na niego odpowiedzieć...

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Bardzo 😊 Jeden z najpiękniejszych krajów jakie widziałam!

      Usuń
  8. Obrazy zapierają dech w piersiach :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niesamowie miejsce! Zazdroszcze podróży :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepiękne widoki, mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję zobaczyć te miejsca na żywo :)

    OdpowiedzUsuń
  11. I pomyśleć, że Matka Natura ma na sobie takie cudowności.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nic tylko pozazdroscic takich widokow :) pieknie! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Krajobrazy sprawiają, że chętnie bym się tam wybrała. Dla mnie są takie sielankowe - nic tylko odpoczywać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te farerskie krajobrazy pozostają w secu na zawsze. Mnie totalnie zaczarowały! :)

      Usuń
  14. Dominiko, zachwyciałas mnie bez reszty tym kierunkiem. Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie się cieszę!! To co Ulu, kiedy jedziesz? ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  15. Nie marzą mi się dalekie podróże, ale Wyspy Owcze bardzo chciałbym zobaczyć. "Być może" kiedyś mi się uda :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi Owczymi to jest jakaś dziwna sprawa: są całkiem blisko, a będąc tam człowiek ma wrażenie, że jest bardzo daleko od znanego sobie świata :) Bardzo trzymam kciuki aby to 'być może' zamieniło się w Twoim przypadku w 'na pewno'!!

      Usuń
  16. Zobaczyłam, przeczytałam o uczuciu bajkowym i wpisałam w google Wyspy Owcze. Twoje zdjęcia są niesamowite, totalna piękność, cudownie przelałaś magię. Zimny wiatr mi nie przeszkadza, ja lubię zimno. Jestem totalnie zakochana w tym miejscu. Pewnie podróż swoje kosztuje, trzeba oszczędzać. Ja to też jestem marna w szukaniu jak taniej gdzie dojechać. hehe Zachwyciłaś mnie tym postem i radością, jaki z niego bije. Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę wielu wspaniałych wypraw, wielu spełnionych marzeń. :)))

    OdpowiedzUsuń